Zmiana.
Gdy czasem coś się w życiu zmienia, coś postanawiam, coś wymyślę… Potrzebuję nie tylko takiej zmiany wewnętrznej…
Trochę ją uzewnętrzniam, a że uzewnętrzniam się tu…
To…
Szaleństwo trochę. Moja Mama chodzi i powtarza “zepsułaś włosy”… A mi się podoba..
…
gdy przeszłość postawi brudną nogę w przyszłości
gdy łza radości upadnie na smutny policzek
gdy z błękitnego nieba spadnie deszcz i śnieg
gdy zniszczysz to czego nie da się już zniszczyć
gdy zabraknie półek by poustawiać wspomnienia
gdy wszystko spłonie
gdy nic już nie zostanie
ja zapamiętam
ja tu będę
ja zginę, lecz żyć będę
bo jestem niczym…
Mówiłam, że lubię Wojaczka? To mówię.
***
żyję nie widując gwiazd
mówię nie rozumiejąc słów
czekam nie licząc dni
aż ktoś przebije ten mur
***
deklinacją nonsensów się staję
gdy brnę przed siebie
choć nie wiem
dokąd chcę iść
a dokąd iść powinnam…
odmieniam życie
przez przypadki
bo różne po drodze
wypadki, zapadki
przenoszę się w czasie
a nonsens mnie goni…
absurdem się staję…
.
.
.

Strażniczka czasu
Kiedyś, kiedy czasem miałam za dużo wolnego czasu, czasem bawiłam się aparatem.
.
.
.
.
.
.
Potem do zdjęcia powstał wiersz, a może było odwrotnie?
Nie pamiętam.
.
.
.
.
.
.
Zegar, stary, drewniany z zepsutą kukułką…
Kiedyś wisiał na ścianie…
Małe dzieci tylko czekały
aż małe skrzydlate stworzenie
o pełnej godzinie wyskoczy
„ku ku” jaka radość…
czas przeminął
zegar leży w szafie
zastąpiły go
elektroniczne budziki,
komputery,
telefony
obok zegara siedzi kobieta
zegar nadal odmierza czas
kobieta pomaga kukułce
głaszcze ją
daje wody
lecz kukułka umarła
jej duch powyginał wskazówki
już nie wychodzi ze swego małego mieszkanka
kobieta pilnuje ptaszka
ptaszek to czas
kobieta pilnuje czasu
Strażniczka Czasu…
A mówiłam.
Ja wiem, że posiadanie bloga czegoś wymaga, wymaga, żeby raz na jakaś czas zrobić wpis. No, ale ja jak już mówiłam, nie jestem systematyczna i chyba nigdy nie będę. No cóż, może to moje lenistwo, może wygodnictwo. Wolę sobie pójść po blogach, wstawić komentarz tu i tam i jeszcze tam, potem znów wrócić tu. Taka już moja dola. Cóż. Nie będę tego zmieniać.
Skoro już tu wlazłam, kliknęłam “nowy wpis” to i napiszę. Naszło mnie na wspomnienia, to sobie powspominam.
Wokół tyle ludzi,
a ja ciągle sama,
niech się ktoś zbudzi,
zamknięta każda brama…
Dziwny jest ten świat…
Wojna za wojną leci,
brata zabija brat,
nawet słońce już nie świeci…
To jak kiedyś sobie pomyślałam, że wiersze, ich pisanie, wcale nie jest takie trudne. I napisałam swój pierwszy wiersz. O. Potem doszłam do wniosku, że to grafomania i pisałam mniej. Teraz piszę nie po to, bo chcę napisać wiersz, bo sobie tak postanowiłam. Teraz to jest tak, że kiedy poczuję, że chcę coś wylać z siebie, coś z tym zrobić, zamykam to w formie wiersza. To… wygodne?

No to wspominam dalej. To jest “turpik”. Zrobiony by me. W sztuce turpistycznej można łatwo ponoć ukryć brak talentu, to ja się taką zajęłam. Potem wywalili mnie z zajęć plastycznych po kilku rysunkach padliny i wysłali do psychologa szkolnego. O taka moja historia.
Wpis, jakby nie patrzał, nie? Zdolna to ja jednak trochę jestem.




Ktoś napisał.